Brexit emigranta

Jest 23 czerwca, kładę się spać przed nocną zmianą. Jednak coś nie daje mi spokoju. 15 lat nie interesowałem się Polską, tyleż samo Anglią – w politycznym sensie. Ale teraz czuję, iż idę do pracy na nockę w Europie, ale nie wydaje mi się, że wracając do domu nadal w niej będę.

Pracuję w telewizji, oglądam telewizory, w telewizorach są różne rzeczy. Mamy mini-sztab, napływają dane z komisji wyborczych. Dyskutujemy z kolegami, jest dobrze. Jeszcze zanim pojawiają się szczątkowe wyniki, wydaje się, iż Wielka Brytania pozostanie w Unii przewagą 52%. Funt skacze w górę.

Świat powoli zaczyna się zmieniać. Pierwsze wyniki są bardzo fajne, później jednak – pół na pół. Kiedy wyczerpany mówię, że idę położyć się spać, wyniki są na tyle jasne, iż wiemy, że właśnie przestaliśmy być Europejczykami.

Wracam do studia, ale już tylko po to, aby zobaczyć miny kolegów. Są w szoku. Dla Pakistańczyka wiele się nie zmieni, za wizę dalej będzie bulił haracz. Drugi ma francuskie korzenie, mówi że będzie chciał wyrobić paszport. Koledzy przychodzący na poranną zmianę są wyraźnie poruszeni. Kolega pracujący wcześniej w firmie inwestycyjnej jest załamany – chciał kupować dom, nie wie co zrobić. Kompletny brak informacji o tym, co będzie dalej, wywołuje w nas niemal paniczne reakcje neurotyczne, które w jakiś sposób tłumimy w sobie, starając się nie zwariować.

Gniew, złość, smutek i zawiść pomieszane z dodawaniem sobie otuchy. Dochodzą informacje o depresjach, ludzie nie chcą przychodzić do pracy. W dzień po referendum Google podaje masywny wzrost zapytań: „Co oznacza wyjście z Unii Europejskiej?”, „Czym jest Unia?”, Co teraz?”. Szlag człowieka trafia, zwłaszcza, iż bez brytyjskiego paszportu nie mogłem oddać głosu. Jednego głosu na 31 milionów. Anglia przeżywa sejsmiczny wstrząs, a ja…. a ja, razem z nią.

Mieszkam tu tylko 11 lat, ale tak naprawdę już nie czuję się do końca Polakiem. Nie wiem, może nigdy mentalnie nim nie byłem. A może jednak jestem, tylko nie miałem wcześniej szans tego zauważyć? Zaczynam ryć w historii tego kraju, oglądać kilka stacji newsowych naraz, włączam Twittera, słucham radia LBC. Mój umysł nie wytrzymuje natłoku informacji, maniakalnie zmuszając mnie do ogarnięcia ostatnich 24 lat historii Wielkiej Brytanii, którą potrzebuję choć w małym stopniu zrozumieć.

To nie była decyzja o emigracji, ani decyzja o suwerenności kraju. Ta decyzja została podjęta już dawno. Zaraz po tym, jak partia Tory (dziś Conservatives) zdradziła i usunęła Margaret Thatcher, Wielka Brytania podpisała Traktat z Maastricht. Ale Margaret, podobnie jak większość Anglików, nigdy nie chciała istnieć w Unii na zasadach tego traktatu. Paradoks? Odtajniono zapiski pani Thatcher mówiące jasno, że traktat z 1993 r. godził w interesy Brytanii  i niszczył brytyjską demokrację parlamentarną. Czy Polska nie przeżywa właśnie teraz podobnego zamachu?

Pokolenie dorosłych Anglików z tamtego okresu zeszło do podziemia. Nie pojawiali się na żadnych wyborach przez 24 lata. Wyobrażacie sobie? 24 lata zdrady tego narodu. Więc kto po dziś dzień wybierał wszystkie nowe rządy? A co z Nigel Farage, z którego wszyscy się śmiali? To dzięki jego determinacji pokolenie, które nie głosowało, które nie używa, albo mało co używa internetu, pokolenie które w sumie czyta jedynie prasę drukowaną i ogląda sobie tylko znane kanały telewizyjnie – pokolenie 60+ – zadecydowało w przeważającej większości o tym, o czym już zadecydowali 24 lata temu.

Neewsweek chce rozliczenia Brexitu tak jak rozliczono atak w Iraku. Bzdura. Demokratycznych wyborów społeczeństwa się nie rozlicza – można co najwyżej starać się je zrozumieć.  Obama groził, iż Brytania będzie na końcu kolejki, jeśli opuści UE. Norwegię kiedyś straszono zgonem i wegetacją, jeśli nie przystąpi do UE. I zapewne, tak samo będzie bać się Polska, jeśli w kraju doszłoby do referendum w sprawie wyjścia z Unii. Zauważmy to – demokratyczną decyzją Brytyjczyków była decyzja o ich politycznej niezależności wobec wspólnoty europejskiej.

Jednakże polskie wyniki łatwiej przewidzieć. Polacy po prostu chcieli w Unii być – i chcą w niej pozostać. Po drugie, możemy uczyć się na przykładzie brytyjskim, jak nie prowadzić kampanii pro-unijnej i jak odpierać półprawdy oraz manipulacje. Polska decyzja współuczestniczenia w zasadach wspólnotowych jest i będzie demokratyczną decyzją wszystkich Polaków.

Jednak, aby móc być politycznie niezależnym trzeba wpierw być demokratycznie silnym. I w naszym kraju, przejawami nabywania takiej mocy i pewności są ruchy obywatelskie – właśnie takie jak KOD.

Jesteśmy tego warci.

Marcin Kubica 
twitter.com/mkubica_

Dodaj komentarz

Możesz również polubić…