Owoc tabu, czyli czego nie uczą w szkole

Rozmowa z Finką Heynemann, edukatorką seksualną warszawskiej grupy „Ponton”

DEKODER: Czym właściwie zajmuje się Grupa Edukatorów Seksualnych „Ponton”?

FINKA HEYNEMANN: Zajmujemy się szeroko pojmowaną edukacją seksualną. Naszą główną działalnością jest wolontariacka praca w szkołach, do których przychodzimy na ich zaproszenie i organizujemy lekcje z zakresu edukacji seksualnej. Podobne zajęcia prowadzimy też w bursach, ośrodkach, dla różnych grup młodzieży. Ponadto prowadzimy poradnictwo za pośrednictwem telefonu zaufania i Internetu – jest to forum, na którym można anonimowo zadawać pytania z zakresu seksualności, asertywności, relacji, antykoncepcji, ciąży itp. Na naszej stronie internetowej znajduje się sporo artykułów z dziedziny edukacji seksualnej, zarówno dla młodzieży, jak i dorosłych. Przygotowaliśmy też kilka raportów o stanie edukacji seksualnej polskiej młodzieży, jej dostępie do tego rodzaju wiedzy w domu i w szkołach. Staramy się promować ideę rzetelnej, neutralnej światopoglądowo edukacji seksualnej.

Kto był pomysłodawcą powstania Grupy?

Już blisko szesnaście lat temu Aleksandra Józefowska, nasza obecna koordynatorka, wraz z kilkoma osobami stworzyła grupę na zasadach edukacji rówieśniczej – wówczas edukatorki były osobami w podobnym wieku, co młodzież, którą odwiedzały w szkołach. W międzyczasie edukatorki się doszkoliły – obecnie większość wolontariuszy i wolontariuszek ma ukończone studia lub kursy z obszarów medycyny, psychologii, seksuologii czy edukacji.

Dlaczego uważacie, że taka działalność, jak Wasza, jest ważna?

Właściwie codziennie przekonujemy się o tym, że nasza praca ma nie tylko sens, ale jest bardzo potrzebna. Młodzi ludzie nie mają skąd czerpać wiedzy o swoim zdrowiu i swojej seksualności – wskazują na to nie tylko nasze doświadczenia w kontakcie z młodzieżą, ale także raporty i badania. Nie mają też z kim rozmawiać na temat antykoncepcji, relacji, seksu, asertywności. Zwracają się do nas z najróżniejszymi pytaniami – od tych dotyczących trądziku, kłótni z koleżanką, przez pytania o pozycje seksualne, najlepsze środki antykoncepcyjne, aż po porady w kryzysowych sytuacjach jak gwałty, przemoc, niechciana ciąża. Widać, że młodzież jest osamotniona w swoich wątpliwościach – nie mogą liczyć na rzetelną edukację ani w domu, ani w szkole. Widzimy też, że są poddawani nieustannej seksualizacji ze strony rówieśników, dorosłych, mediów i pornografii.

Uważamy, że zapewnienie dostępu do rzetelnej edukacji seksualnej pozwoli młodym ludziom dokonywać świadomych wyborów w obszarze seksualności, a przede wszystkim bezpiecznych. Wyposażeni w odpowiednią wiedzę będą rzadziej podejmować ryzykowne zachowania seksualne, będą umieli lepiej się bronić przed presją i przemocą, będą podchodzili do seksualności bardziej pozytywnie, dbając o swoje zdrowie oraz bezpieczeństwo partnera/partnerki.

Z jakim odbiorem społecznym się spotykacie?

W ciągu tych wielu lat „Ponton” stał się rozpoznawalną grupą. Pojawiamy się w mediach, gdzie nasze stanowiska są cytowane na równi z ekspertami z zakresu seksuologii, np. Izdebskim, Lwem-Starowiczem, Długołęcką. Nasze raporty są cytowane na konferencjach o tematyce zdrowia i praw reprodukcyjnych. Najważniejsze są jednak informacje zwrotne od młodzieży, która jest nam wdzięczna, że może się do naszych wolontariuszy i wolontariuszek zgłosić z każdym problemem i uzyskać pomoc lub poradę. Ostatnio notujemy też zainteresowanie dorosłych naszą działalnością, nauczycieli i rodziców. Warto w tym miejscu podkreślić, że edukatorzy seksualni przekazują wiedzę nie tylko – jak być może część osób sądzi – o pozycjach seksualnych i tajnikach Kamasutry. Jeżeli takie pytanie padnie, to zostanie na nie udzielona odpowiedź, jednak przede wszystkim edukatorzy przekazują wiedzę na temat relacji, asertywności, antykoncepcji, higieny i zdrowia – aby młodzież była bezpieczniejsza i bardziej przygotowana.

Jakie są skutki braku edukacji seksualnej?

Możemy te skutki, negatywne niestety, podzielić na grupę odbijającą się na zdrowiu fizycznym i drugą – związaną ze zdrowiem psychicznym (chociaż niejednokrotnie ten podział będzie niemożliwy). Fizyczne aspekty braku edukacji seksualnej to nieumiejętność zabezpieczania się przed niechcianą ciążą oraz infekcjami przenoszonymi drogą płciową. Młodzi ludzie nie wiedzą, jaki jest mechanizm zachodzenia w ciążę, wciąż wierzą w mity, np. o tym, że nie można zajść w ciążę przy pierwszym razie, albo że wystarczy wypłukać pochwę wodą; nie mają też wystarczającej wiedzy o higienie, a także o objawach infekcji, które potem, nie wiedząc, jak się leczyć i zabezpieczyć, przekazują dalej. Młodzi ludzie nie wiedzą też, jak wygląda zdrowe życie seksualne, bo czerpią informacje z pornografii, nie czując, że jest to fantazja dorosłych, i że seks wcale tak nie wygląda. Młodzież jest wobec tego zagubiona, porównuje swoje ciała do aktorów i aktorek porno, tracąc pewność siebie. Zgadzają się też na aktywności, na które nie mają ochoty, nie posiadają umiejętności odmawiania. Pojawia się wstyd, który prowadzi do negatywnego pojmowania własnej i cudzej seksualności oraz cielesności. Na pograniczu znajdują się zachowania przemocowe; młodzi ludzie nie wiedzą, czym dokładnie jest gwałt; zdarzają się stosunki bez wyraźnej zgody jednej ze stron, ponieważ młodzi nie umieją się dogadać, nie są asertywni, a niektóre zachowania uważają za normalne, chociaż są w istocie przemocą seksualną.

Czy liczba tych zaproszeń zmieniła się w ciągu ostatniego roku ?

Faktycznie trochę spadła; trudno ocenić, na ile ma to związek z panującą sytuacją polityczną, na ile zaś też z momentem w roku szkolnym (sporo zaproszeń pojawia się na wiosnę).

Zajęliście dość radykalne stanowisko w kwestii planowanego ograniczenia dostępu do antykoncepcji awaryjnej przez obecny rząd. Dlaczego? Czy w tej kwestii jest możliwy jakiś kompromis?

Szkoda, że radykalnym nazywa się po prostu łatwy dostęp do bezpiecznych środków antykoncepcyjnych! Antykoncepcja awaryjna jest dla wielu osób, nie tylko młodych, ale też dorosłych, jedynym wyjściem w razie niezabezpieczonego stosunku lub gdy zabezpieczenie zawiodło. Antykoncepcja doraźna jest bezpieczna; wypisywanie na nią recepty jedynie wydłuża czas potrzebny do jej zakupienia, a czas jest tutaj kluczowy. Trudno stwierdzić, czy możliwy jest kompromis w tej kwestii, zwłaszcza że rząd nie opiera się na faktach w tym zakresie, twierdząc na przykład, że kobiety zażywają takie tabletki kilka razy miesięcznie. Po pierwsze Ministerstwo Zdrowia nie dysponuje takimi danymi, co niedawno przyznało; po drugie koszt samej tabletki jest i tak bardzo wysoki, wobec czego jasne jest, że większość kobiet, a zwłaszcza młodych, po prostu nie jest w stanie pozwolić sobie na „łykanie ich jak dropsy”. Wydaje się, że obawy MZ i rządu o zdrowie kobiet oraz dziewcząt są jedynie przykrywką dla ideologicznego ograniczania ich możliwości decydowania o sobie i swojej płodności. Gdyby było inaczej, rząd ułatwiałby dostęp do antykoncepcji nie tylko doraźnej, a nie go utrudniał.

MEN powołało ekspertkę – prof. Urszulę Dudziak – która ma ułożyć nową podstawę programową do przedmiotu „Wychowanie do życia w rodzinie”. Jej nauczanie nie jest neutralne światopoglądowo – związane jest z pojmowaniem seksualności przez pryzmat religii katolickiej. Czy Grupa Edukatorów Seksualnych „Ponton” zajęła w sprawie tej nominacji oficjalne stanowisko?

Tak, takie stanowisko zostało już opublikowane. Jako grupa, której działalność bezpośrednio dotyczy nauczania o seksualności w szkołach, jesteśmy głęboko zaniepokojeni kierunkiem zmian, jakim podąża MEN, a także powołaniem na ekspertkę osoby, która wygłasza poglądy nie tylko niezgodne z naukową wiedzą, ale głęboko szkodliwe dla rozwoju młodych osób.

Z Waszego raportu na temat realizacji zajęć „Wychowanie do życia w rodzinie” w roku 2016 jednoznacznie wynika, że te zajęcia młodzież ocenia, jako mało ciekawe i prowadzone źle. Jak powinny one wyglądać i czy mamy szansę na takie zajęcia przy podstawie programowej napisanej przez osobę forsującą swój katolicki światopogląd w nauczaniu?

Przede wszystkim musi zostać stworzona atmosfera wzajemnego zaufania. Edukatorzy i edukatorki są przygotowani do pracy z młodzieżą, mają też dużą otwartość – tak aby żadne pytanie nie zostało wyśmiane i aby każdy uczestnik i każda uczestniczka zajęć czuli się bezpiecznie. Dzięki temu młodzież otwiera się i przestaje bać się zadawać trudne pytania. Edukatorzy i edukatorki są wyposażeni w rzetelną i najnowszą wiedzę z zakresu seksualności przekazują ją różnymi metodami, głównie warsztatowymi – są to ćwiczenia w grupach, prezentacje, ogólnie zadania wymagające aktywności i uczestnictwa, a nie tylko biernego słuchania. Wzorcowe zajęcia to rzetelna, neutralna światopoglądowo wiedza przekazywana w ciekawy sposób, w atmosferze szacunku. Szansa na takie zajęcia jest obecnie niewielka. Oczywiście, mogą być prowadzone ciekawymi metodami, ale trudno będzie stworzyć atmosferę bezpieczeństwa i zaufania, przekazując młodzieży treści niezgodne z aktualną wiedzą medyczną. Jak bowiem ma się na takich zajęciach poczuć homoseksualna osoba, która usłyszy, że jej orientacja jest wynikiem grzechu? Albo dziewczyna, mająca za sobą inicjację seksualną, która usłyszy, że nie zachowując czystości do ślubu jest jak nadgryzione jabłko? Czy młodzi ludzie będą stosować antykoncepcję, jeżeli będą słyszeli niezgodne z prawdą treści o tym, że tabletki powodują raka piersi? Jak będą się zatem zabezpieczać, o ile w ogóle będą? Dlatego też mamy ogromne obawy w związku z nadchodzącymi zmianami w tym zakresie – jak zwykle uderzą one boleśnie w młodzież, którym nie tylko odbierze się dostęp do rzetelnej wiedzy, ale też zaserwuje mity i stereotypy.

Finka Cyntia Heynemann – oprócz tego, że jest edukatorką seksualną w „Pontonie”, ukończyła logopedię i polonistykę na UW, uczyła trzy lata w stołecznym gimnazjum, obecnie zaś pracuje w autorskiej szkole podstawowej. Uważa, że seksualność jest niezwykle ważnym aspektem życia człowieka i dlatego należy nam się rzetelna edukacja w tym zakresie. Lubi starą muzykę, jest fanką Star Treka. Praktykuje NVC (Porozumienie bez przemocy).

DWŻ 

Dodaj komentarz

Możesz również polubić…