Wiesław Wadowski: Unia wraca do łask

Trudno uwierzyć, Kaczyński już nie grzmi, już nie rzuca słowami o niesmacznej”brukselce”, a mówi, mówi o Uni Europiejskiej, jako o źródle naszego powodzenia. Jeszcze niedawno dla prezesa PiS ten kierunek wydawał się niemożliwy, Bruksela na zawsze miała być symbolem europejskiego zniewolenia, a Tusk jej marnym pachołkiem. Skąd ta zmiana? Orban zawiódł? Słowacy zdradzili?

Nie, nic z tych rzeczy, KOD. KOD pomaszerował raz, pomaszerował drugi i gdy zbliżało się jego trzecie wyjście na ulice Warszawy, prezes się ugiął przed Unią. Może nie ugiął się szczerze, może to tylko jego gra, ale wiadomość poszła w świat. „Ci, którzy mówią o Uni źle są szkodnikami, są politycznymi awanturnikami.” Jak się z nim nie zgodzić?

Kaczyński sam zapędził się w tę pułapkę. Przez wiele, wiele ostatnich miesiecy „wybijaliśmy się na niepodległość”, a dziś niepodległość jest już passe. Prezes zrozumiał, że w całej pisowskiej logice nie ma takich argumentów, by przekonać Polaków, że warto wrócić do czasów, gdy produkty europejskiej klasy były tylko spod lady albo w peweksach. A to jeszcze nie koniec naszych kłopotów, wyjście z Uni pociągnęłoby znacznie większe szkody: unijne dopłaty. Nawet najtwardszy pisowski elektorat nie wyobraża sobie życia bez tak łatwo pozyskiwanej kasy. I nie ze względu na drogi, mosty, czy inne, „duże” projekty. To rolnicy staną się „oliwą dolaną do ognia”. Oni bez europejskich pieniędzy szybko się zbuntują, co spowoduje, że cena polskiej żywności ruszy w górę.

Do tego dojdą obawy o przyszłość. Póki jesteśmy połączeni grubymi nićmi sojuszu z Europą, nasza przyszłość jest w miarę przewidywalna, ale pozbawieni natowskiego wsparcia, zostaniemy sami. Samotność u boku Rosji – to nie to samo co na Wyspach Brytjskich czy Półwyspie Iberyjskim. Jest się czego bać.

Rosja jest duża, a biorąc pod uwagę nasze możliwości, zdecydowanie za duża. Do tego ma armię, która jest najczęściej pokazywanem rosyjskim produktem eksportowym. Jej spot reklamowy – parada na Placu Czerwonym – pokazały chyba wszystkie telewizje świata. Czy chcemy oglądać ich występ na żywo w Warszawie? Zdecydowanie nie. Jestem przekonany, że zdecydowanie bardziej wolimy już nasze nawet mało udane „inscenizacje historyczne”, niż prawdziwą wizytę rosyjskich żołnierzy na naszej ziemi. Tylko nie mówmy, że to niemożliwe. Sami się siebie spytajcie, czy ktoś jeszcze rok temu się spodziewał, że w Polsce powstanie KOD? A on jest i ma się coraz lepiej, bo napędzają go nasze obawy. Polska, do niedawna normalny kraj, zamienia się w kraj Kaczyńskiego. Dyktatura lęgnie się na naszych oczach, a my mamy poczucie niemocy. Ale tak się robi politykę, brutalnie, bez znieczulenia i bez pytania suwerena, co o tym myśli. Witamy w raju.

Dodaj komentarz

Możesz również polubić…