Księżna Beata, Kempa z Sycowa

 

Pozycja: minister bez teki, szefowa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.
Historia: Droga księżnej Beaty do Pisowskiej rodziny królewskiej była równie długa, co zawiła. Zaczynało się pięknie, gdy w 2005 roku Beata weszła do parlamentu i kilka miesięcy później została sekretarzem stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości. Jednak, gdy w 2007 PiS utracił władzę, musiała odejść z dworu i czekać na lepszy czas. Przyszłej księżnej brakło cierpliwości i gdy czekanie się przedłużało zaczęła szukać innego wyjścia. Przyłączyła się do rebelii Delfina Zbyszka, której celem było założenie udzielnego księstwa. Księstwo rzeczywiście powstało, ale szybko zostało upokorzone pasmem klęsk. Chcąc nie chcąc wróciła więc, wraz z całą rebelią, pod skrzydła Wielkiego Jarosława. Wkrótce, dzięki objęciu przez Beatę Szydło teki premiera mogła (jako jedna z rozlicznych „koleżanek”) objąć ważne stanowisko szefowej Kancelarii przy premierze. Jednocześnie rozgorzał wokół osoby naszej Beaty ostry spór – czy jest ona prawnikiem czy nie. Spór ten księżna rozwiązała z wrodzoną sobie gracją oświadczając, że ona prawnikiem się czuje z powołania. Wobec tego niuanse wokół jej dyplomów są mało istotne.

Dokonania: Gdy ponowny mariaż polityczny z PiS doszedł do skutku, księżna Beata mogła zająć się wreszcie rozwijaniem swych licznych talentów. Tak się jednak składa, że najlepiej rozwinęła tylko jeden z nich, resztę skrzętnie ukrywa. Tym talentem jest jej zdolność do wygłaszania niezachwianych monologów w trakcie rozmów. Przy czym nieważny jest temat dyskusji, nieważna jest liczba rozmówców biorących udział w konwersacji, ani ich ranga, ani tym bardziej wiedza. Księżna wszelkie te nieistotne szczegóły sprowadza do wspólnego mianownika, który można by streścić zdaniem cicho siedź, bo nie masz racji. Gwiazda księżnej zabłysła najjaśniej, gdy los pozwolił jej odegrać rolę „niezłomnej prawniczki”, co się sędziom nie kłania. I kiedy rząd pierwszej Beaty Rzeczypospolitej postanowił nie drukować wyroku Trybunału Konstytucyjnego i kiedy ustami drugiej Beaty (Mazurek) nazwał sędziów Sądu Najwyższego „grupą kolesi”, trzecia Beata (księżna nasza, Kempą z Sycowa zwana) własną piersią zasłoniła rząd ów od fali oskarżeń i mówiła, że „nie wydrukuje”. Jak się później okazało mówiła to nieco na wyrost, ponieważ prokuratura umorzyła wobec niej śledztwo argumentując, że to nie jej prerogatywa drukować lub nie.

Słynne słowa Beaty: Przewielebni Księża Arcybiskupi, Księże Celebransie, przewielebni Księża Biskupi, szanowni Księża, wszyscy Duchowni, nasi Przewodnicy, wszystkie władze według godności urzędów, drogi Ojcze Dyrektorze… – tymi słowami księżna Kempa wstawała z kolan tylko po to, aby paść krzyżem.

Słynne słowa o Beacie: Gdzie w Konstytucji jest coś o Beacie Kempie? – zadając to pytanie poseł Cezary Tomczyk usiłował dowiedzieć się, dlaczego ktoś, kto nie tylko nie jest premierem, ale nawet nie jest prawnikiem (no, chyba, że z przekonania), decyduje o tym czy drukowane są orzeczenia Trybunału. Panie Tomczyk, ja Panu odpowiem – to zwykłe niedopatrzenie, w nowej Konstytucji księżna Beata z pewnością wspomniana będzie. I to nie raz.

MP 

Dodaj komentarz

Możesz również polubić…