Kolory Równości

Marsze i Parady Równości w Polsce w latach 2001-18. Grafika: Maciej Pokrzywa, źródło: Wikipedia.

O Polsce, która pierwszy raz
musiała przejrzeć się w tęczy

NAJTRUDNIEJSZY PIERWSZY MARSZ

Rzeszów. Idziemy w piątkę ze zwiniętymi flagami Strajku Kobiet. Na światłach zagaduje nas zdziwiony mężczyzna w średnim wieku – Co to za manifestacja dzisiaj? Po chwili wahania pada odpowiedź – Jak to co? Marsz Równości. Mężczyzna wyraźnie zadowolony odpowiada – O! I bardzo dobrze!
Opole. Czekamy na rozpoczęcie Marszu. W gęstniejącym tłumie wyliczamy flagi (oprócz tęczowych rzecz jasna): Razem, .Nowoczesna, SLD, Obywatele RP. Kolega zagaduje – A nie ma KODu? Na co w tej chwili gwałtownie obraca się stojąca przed nami starsza pani – Jak to nie ma KODu? Jak nie ma? Tam zaraz będą z flagami! Pani ma na sobie przypinkę KOD, na plecach zarzuconą tęczową flagę, a w rękach trzyma czarnego pieska.
Częstochowa. Kolorowy tłum zbiera się między wielkim krzyżem, a pomnikiem Jana Pawła II na Placu Daszyńskiego. Choć wokół krążą konno policjanci, a otwierający Marsz Równości ostrzegają przed niebezpieczeństwami, młodzi ludzie zachowują się swobodnie. Wielu robi sobie zdjęcia z figurą papieża i tęczowymi flagami. Zatroskany Jan Paweł II patrzy niezmiennie w dal.

W przeciągu dwóch weekendów trzy kolejne miasta dołączyły do „tęczowej mapy Polski”. 30 czerwca Rzeszów, 7 lipca Opole i dzień później Częstochowa – każde z nich doczekało się swojego I Marszu Równości. Jeśli dodamy do tego zorganizowany przez młodzież, spontaniczny Marsz Tolerancji w Koninie i planowane w tym roku po raz pierwszy marsze w Szczecinie i Zielonej Górze, to okaże się, że obecny rok jest rekordowy pod względem ilości „nowych” miast w ruchu na rzecz walki o równe prawa dla osób LGBTQ. W ostatnich dwóch latach gwałtownie rośnie także frekwencja na corocznych marszach i paradach w dotychczasowych miastach (jak np. na warszawskiej Paradzie Równości). Czy można mówić o „modzie” na marsze równości? A może to wzrost świadomości? Reakcja na rzeczywistość wokół? W końcu jeśli jest akcja to musi być i reakcja. A narastający nacjonalizm homofobię wysunął na czoło swych sztandarów. Zaraz obok islamofobii czy antysemityzmu.

SĄ DWA ŚWIATY I JEDNA POLSKA

Rzeszów. Zbliżamy się do mostu Narutowicza, gdzie ma zacząć się marsz. Widać tłum policjantów i stojących za nimi ludzi. Nagle ktoś nas woła – Wy na Marsz?! To tędy, tędy! – odciąga nas od stojących wzdłuż jezdni ludzi. Dopiero wtedy orientuję się, że to nie uczestnicy marszu, a jego przeciwnicy: starsze panie z różańcami, Młodzież Wszechpolska i na łyso ogoleni wielbiciele starć z policją. Atmosfera gęstnieje, a ze strony kontrmanifestantów oprócz modłów i religijnych pieśni dają się słyszeć wulgarne hasła i okrzyki. W końcu agresywni narodowcy atakują policję, dochodzi do przepychanek i użycia siły przez funkcjonariuszy.
Opole. Kontrmanifestacja stoi na skraju Placu Daszyńskiego, gdzie przemówienia organizatorów mają poprzedzić opolski marsz. ONR i Ruch Narodowy ma te same lub podobne transparenty, jak tydzień wcześniej w Rzeszowie. W tym te „naukowe” mające dowodzić, że wśród homoseksualistów jest więcej przestępców, pedofilów i w ogóle same problemy. Gdy marsz rusza prowadzące go Drag Queen wołają do „panów narodowców”, że są śliczni i zachęcają do przyłączenia się do korowodu. Kontrmanifestanci tracą animusz, a ostatecznie ucisza ich hasło „Każdy chłopiec ma ochotę z narodowcem stracić cnotę!”
Częstochowa. Jeszcze przed marszem na wydarzeniu fejsbukowym pojawiają się wyrazy oburzenia, że to prowokacja i próba „zbezczeszczenia świętego miasta”. Czyżby samo istnienie Jasnej Góry wykluczało możliwość istnienia wokół osób nieheteronormatywnych? Marsz rzeczywiście został zorganizowany w dość symbolicznym czasie – drugim dniu pielgrzymki Rodziny Radia Maryja. Dodatkowo „rodzinę” tę odwiedził w tym samym dniu premier Morawiecki. Stąd policja w Częstochowie nie tylko była uzbrojona, ale także przygotowana jak nigdzie – nie pozwolono podejść przeciwstawnym manifestacjom nawet na 100 metrów.

Do tej pory dla mieszkańców „prowincji” osoby homoseksualne wciąż w znacznej mierze istnieją tylko gdzieś w mediach lub w wyobrażonych „wielkomiejskich” środowiskach, przede wszystkim w Warszawie. Wynika to po pierwsze z dużo rzadszych w mniejszych społecznościach, publicznych coming-outów (ujawnień) gejów i lesbijek, oraz z tego, że wiele osób nieheteronormatywnych emigruje do większych ośrodków w poszukiwaniu anonimowości i akceptacji. Co za tym idzie – mniejsze ośrodki miejskie nie posiadają zazwyczaj miejsc dedykowanych takim osobom (klubów, barów czy innych miejsc spotkań), ani organizacji działających na rzecz lokalnej społeczności LGBTQ. Choć to na szczęście się zmienia. Wszystko to sprawia jednak, że mieszkańcy mniejszych miast mają stosunkowo mało okazji poznać osobiście ludzi o innej orientacji seksualnej. A ma to olbrzymie znaczenie dla postrzegania osób homoseksualnych i ich praw. Np. związki partnerskie osób tej samej płci już w 2010 roku popierało 63% osób, które osobiście znają osoby homoseksualne, a tylko 39% spośród tych, którzy wśród znajomych nie mają ani jednego geja czy lesbijki.
Z drugiej strony mieszkańcy większych ośrodków miejskich postrzegają regiony „peryferyjne”, jako „zacofane”, tradycjonalistyczne, bardziej religijne i nietolerancyjne. Szczególnie mocne jest przekonanie o tym wobec tzw. ściany wschodniej, zwłaszcza Podkarpacia. Stereotypowo też traktowana jest Częstochowa, jako miasto szczególnie religijne. Czy spotkanie tych dwóch światów musi oznaczać konflikt?

SACRUM, PROFANUM

Rzeszów. Stojący przed czołem formującego się marszu jego przeciwnicy odmawiają koronkę różańca, śpiewają „Boże, coś Polskę…”, wzywają do obrony Podkarpacia – „ostoi katolicyzmu” – przed profanacją ze strony „zboczeńców”, „dewiantów”, „lewaków” i „gender”. Święte oburzenie miesza się z pełnymi nienawiści i wulgaryzmów okrzykami przeciw „pedałom”. Dostaje się też policji, która osłaniając uczestników marszu słyszy pod swym adresem hasło „Pedały, policja – jedna koalicja!”.
Opole. Kontrmanifestacja przebiega spokojniej. Narodowcy tym razem nie próbują blokować marszu, a jedynie wyrażają swoją chęć obrony „normalnej rodziny”. Rodziny jednopłciowe mają bowiem zagrażać tym „tradycyjnym” poprzez „seksualizację” dzieci. Na „dowód” wystawili wielki billboard ze zdjęciem pary gejów, z których jeden całuje ich dziecko. Oczywiście nie różni się to od pocałunków, które składają dzieciom także rodzice heteroseksualni, ale narodowcom kojarzy się tylko z jednym. Przy okazji nie interesuje ich to, że nie mają zgody na wykorzystanie tego prywatnego zdjęcia, ani od osób na nim przedstawionych, ani od autorki fotografii.
Częstochowa. „Obronę świętego miasta” środowiska prawicowe zapowiadają na długo przed marszem. Dla nich chęć manifestowania środowisk LGBT nieopodal klasztoru jasnogórskiego jest profanacją. Dla polityków takich jak Roman Giertych – co najmniej prowokacją. Dochodzi do kilku prób blokowania marszu. Jest sporo nerwów. Nad sytuacją pracują profesjonalni negocjatorzy policyjni. Policja utrzymuje też bardzo duży dystans między obydwiema grupami. W końcu udaje się marszowi przejść niemal całą zamierzoną trasę. W oddali widać już telebimy i ołtarz polowy przygotowany dla pielgrzymki Rodziny Radia Maryja.

Wśród skrajnej prawicy panuje przekonanie, że w Polsce istnieją bastiony, które mają być wolne od „gender”, „pedałów”, „feministek” i innych „plag” współczesnego świata. Zapewne za takie obszary uznają zarówno Podkarpacie, jak i Częstochowę. Nie ma też mowy, by o tolerancji mówić w szkole. W kwietniu br. w III LO w Koninie ogłoszono konkurs „Czym jest dla Ciebie tolerancja”. Zmasowany atak ze strony Młodzieży Wszechpolskiej, która wzywała do zasypania dyrekcji szkoły listami protestacyjnymi, doprowadził do tego, że placówka wycofała się z pomysłu. To z kolei wzburzyło młodzież, która zorganizowała w mieście Marsz Tolerancji. Jednym z jego pomysłodawców był Mikołaj Marcinkowski, który za udział w tym wydarzeniu został przez lokalnego proboszcza pozbawiony funkcji ministranta. Czyżby tolerancja stała w sprzeczności z chrześcijaństwem?
W dniu Marszu Równości w Częstochowie, Jasną Górę odwiedził również premier Morawiecki. W Polsce jest rzeczą częstą, że politycy biorą udział w wydarzeniach religijnych. Rzadziej jednak zdarza się, by politycy przemawiali spod ołtarza mieszając porządek religijny ze świeckim. A tym razem pozwolił sobie na to premier, który wprost z ambony uprawiał partyjną propagandę przy aplauzie zebranego duchowieństwa. Sojusz tronu i ołtarza wraca do czasów cezaropapizmu. Zaraz może dowiemy się, że władza (PiS) pochodzi od Boga?

LECZ LUDZI Z NASZEJ STRONY JEST WIĘCEJ

Rzeszów. Uczestników marszu jest ok. 1,5 tys. przeciwników 200-300 osób. Gdy jednak pozostawiamy za sobą zwarty „kordon sanitarny” modlitw i wyzwisk, robi się przyjemniej. Wprawdzie grupka narodowców podąża za nami i będzie w kilku miejscach jeszcze przeszkadzać, ale teraz głównie mijamy zwykłych mieszkańców. Większość przypatruje się z zaciekawieniem, niektórzy machają przyjaźnie, inni są zakłopotani. Blisko Rynku z jednej z restauracji wychodzą goście weselni, a po chwili pojawia się para młoda. Uczestnicy marszu krzyczą „Gorzko! Gorzko!” i młodzi całują się przy powszechnym aplauzie, z flagą tęczową w tle.
Opole. W marszu wzięło udział ok tysiąca osób. Przeciwników, którzy stanęli tylko na jego początku, było kilkudziesięciu. Prowadzący marsz pozdrawiali przechodniów i ludzi obserwujących nas z okien, co skutkowało tym, że większość machała z pozdrowieniami. Zdarzały się jednostki pukające się w głowę lub pokazujące niecenzuralne gesty, ale dowcipne riposty ze strony animatorów szybko skłaniały ich do rejterady.
Częstochowa. Mimo szumnych zapowiedzi zarówno ze strony zwolenników marszu, jak i przeciwników – było to najmniej liczne zgromadzenie. Być może zdecydowała o tym zmiana godzin wydarzenia: z 16 na 11. W marszu wzięło udział ok. 600-700 osób. Przeciw stanęła ok. setka narodowców. Mieszkańcy Częstochowy wydawali się mniej przychylni. Większość obserwowała kolorowy tłum z dystansem. Nie pomagał też dość gęsty kordon wozów policyjnych, który utrudniał kontakt wzrokowy przez dużą część marszu.

Trudno ocenić, jak duży procent uczestników w kolejnych marszach stanowili miejscowi oraz mieszkańcy terenów okolicznych, a ile działacze i sojusznicy osób LGBTQ z innych części Polski. Z pewnością gejom, lesbijkom czy osobom transpłciowym trudniej jest pokazywać się w miejscu ich zamieszkania. Ale jeśli nawet marsze były w znacznej mierze animowane przez osoby przyjezdne, stały się ważnym wydarzeniem dla lokalnych środowisk LGBTQ. Wreszcie temat ich praw, ich dyskryminacji i wykluczenia mógł wybrzmieć wśród tych, którzy oni sami znają. Wreszcie z tematem tym musieli się skonfrontować ludzie, którzy mogli do tej pory udawać, że nie dotyczy to nikogo z ich miasta. Wreszcie musieli zobaczyć, że choć wielu uczestników marszu było przebranych, umalowanych, lub niosło tęczowe flagi… to w gruncie rzeczy to byli zupełnie zwyczajni ludzie. Czy wciąż będą mogli uwierzyć, że miłość par jednopłciowych może zagrozić „podstawom tradycyjnej, chrześcijańskiej rodziny”?

tekst i fotografie
Maciej Pokrzywa

I Marsz Równości w Rzeszowie

I Marsz Równości w Rzeszowie

I Marsz Równości w Rzeszowie

I Marsz Równości w Rzeszowie

I Marsz Równości w Opolu

I Marsz Równości w Opolu

I Marsz Równości w Opolu

I Marsz Równości w Opolu

I Marsz Równości w Częstochowie

I Marsz Równości w Częstochowie

I Marsz Równości w Częstochowie

I Marsz Równości w Częstochowie

I Marsz Równości w Częstochowie

 

Dodaj komentarz

Możesz również polubić…