Rachunek za Wolność

Jacek Hugo-Bader, „Skucha”, Agora; Wydawnictwo Czarne, Warszawa-Wołowiec 2016

Jacek Hugo-Bader, znany głównie z wojaży po krajach byłego Związku Radzieckiego (trzy książki reportażowe na ten temat), postanowił tym razem opisać, jak żyje się w wolnej Polsce ludziom, którzy o tę Polskę ponad trzydzieści lat temu walczyli. Sporządził więc portrety swoich znajomych z Międzyzakładowego Komitetu Koordynacyjnego, podziemnej struktury solidarnościowej z lat osiemdziesiątych.

Stres bojowy

To przejmująca podróż po meandrach ludzkiej psychiki i zawiłościach ludzkich losów. Oto założyciel MKK Marek Hołuszko, dziś po zmianie płci i kilku nieudanych związkach. Walczy z rodziną, samotnością i rakiem. Maciej Zalewski, drugi szef MKK, były prezydencki minister, który stracił immunitet z powodu afery, związanej ze spółką „Telegraf”, rzekomo finansującej działalność Porozumienia Centrum i który sam złożył mandat poselski po tym, jak zatrzymano go za prowadzenie samochodu w stanie nietrzeźwym. Upadek z wysoka. Michał Boni, drugi redaktor naczelny należącej do MKK gazety „Wola”, odsunięty na bok z polityki po swoich problemach lustracyjnych. Upadek z K2. Jan Mojka, członek prezydium MKK, od wielu lat wojujący ze spółdzielnią mieszkaniową, właściwie obsesyjnie żyjący tą sprawą. Ewa Galster, autentyczna hrabianka, która związawszy się z Markiem Latosem, pierwszym szefem kolportażu MKK, nie umiała przeciwstawić się roztrwonieniu przez niego jej rodzinnego majątku na wątpliwe interesy. Żyje tylko dla wnuków, nie myśli o przeszłości. Czy chociażby Zyta Rywkin, która wypija na zebraniu kolporterów podziemnej gazety „Wola” swój pierwszy kieliszek wódki i to jest początek jej alkoholizmu.

Nieliczni, którym się udało, jak Tomasz Dangel – członek prezydium MKK, prowadzący obecnie hospicjum dla dzieci, żyją w zgodzie ze sobą, dzięki wartościom wyższym, z dala od polityki: Dangel jest ortodoksyjnym katolikiem, a Iza Gocman taoistką.

Wszystkich nieszczęśliwych osób wymienić tu nie sposób, bo przecież do dramatu dołączają ich bliscy: ojcowie, matki, bracia i siostry, partnerzy, partnerki i dzieci. Jedno jest dla nich wspólne: ich wojna trwała siedem lat, pięć miesięcy i dwadzieścia trzy dni – od momentu wprowadzenia stanu wojennego 13 grudnia 1981 roku do częściowo wolnych wyborów z udziałem „Solidarności”, które odbyły się 04 czerwca 1989 roku. Czy życie w ciągu tych siedmiu lat w nieustannym napięciu, z niejasną wizja przyszłości, życie okraszone alkoholem, rozwodami i strachem przed bezpieką odcisnęło na bohaterach Hugo-Badera swoje piętno na wzór PTSD – posttraumatic stress disorder, zespół stresu pourazowego, zwanego też potocznie „stresem bojowym”? Czy życie w sytuacji granicznej powoduje uzależnienie od adrenaliny i oderwanie od rzeczy prozaicznych do tego stopnia, że uniemożliwia de facto normalne funkcjonowanie?

Dokończyć, co się nie udało

Dodatkowo, dawni działacze MKK są skonfliktowani między sobą. Boni wstrzymuje się od głosu w sprawie uchylenia immunitetu poselskiego Zalewskiego po aferze „Telegrafu” i „Art-B”, choć Zalewski, zaledwie 10 miesięcy wcześniej, nie podpisuje listu poparcia dla Boniego, gdy ten zmaga się z „listą Macierewicza”. Andrzej A. „Rudobrody” – drukarz, kolporter MKK i Fred, Ferdynand R., szef transportu MKK, prowadzą w Internecie kilka różnych blogów, poświęconych rozwojowi demokracji po 1989 roku, na których wskazują Żydów oraz tajniaków, ukrytych w strukturach MKK. Z kolei Ewa Choromańska i Michał Boni nie chcą podpisać dokumentów potwierdzających działalność podziemną na rzecz wolnej Polski Andrzejowi A. i Ferdynandowi R. , które to dokumenty pomogłyby im potwierdzić uprawnienia do składkowych lat pracy w dokumentach składanych do ZUS.

Dzieje się tak dlatego, ponieważ „Solidarność” skupiała w gruncie rzeczy ludzi o bardzo różnych przekonaniach politycznych: od prawicowych radykałów, od umiarkowanych demokratów. Drogi tych ludzi rozeszły się już w trakcie trwania staniu wojennego, by po 1989 roku oddalić ich zupełnie od siebie.

Podobnie różniących się poglądami ludzi mamy dziś w Komitecie Obrony Demokracji. Czy na tych podziałach nie powstanie nowy obraz sceny politycznej, który – po pozornym zwycięstwie – nie roztrwoni zupełnie naszego kapitału zaufania społecznego? Tarcia w obrębie samej organizacji są zrozumiałe, nie uniknęła ich także „Solidarność”. Jak jednak sprawić, by nie stały się one w przyszłości przyczyną prawdziwego rozłamu, który miał miejsce z solidarnościowymi strukturami po 1989 roku?

Tak stać się nie musi, jeśli KODowi uda się to, co nie udało się „Solidarności” po 1989 roku: kontynuować budowę prawdziwego społeczeństwa obywatelskiego. Aby ten typ społeczeństwa rzeczywiście powstał należy przede wszystkim kształtować postawy obywatelskie, umacniać społeczeństwo oraz inspirować obywateli i władze publiczne do wzmacniania świadomości obywatelskiej. Temu właśnie służą wiece, marsze, manifestacje, pikiety i inne akcje KODu. Praca u podstaw, by 500+ nie zasłoniło najważniejszych rzeczy: powstawania państwa autorytarnego i łamania praw konstytucji. Czyli praca, jakiej zabrakło po solidarnościowym zrywie w latach 80-tych. Po strukturze związku zawodowego nie powstały żadne inne, które mogłyby w równej mierze zacząć pracę nad wytwarzaniem mechanizmów artykułowania interesów grupowych. Tę rolę przejęły różnorodne fundacje, starające się trzymać jak najdalej od polityki.

Wydaje się, że tylko praca nad obywatelską aktywnością grupową i wzmacnianie świadomości obywatelskiej są w stanie sprawić, byśmy – przeciwnie do bohaterów książki Hugo-Badera – nie ustawiali się, w wyniku powstania nowego układu sił politycznych, po przeciwnych stronach barykady.

Ludzkie słabości

„Skucha” Hugo-Badera ma niewątpliwie i słabsze momenty. Należy do nich próba złagodzenia konsekwencji procesu lustracyjnego Boniego poprzez ukazanie jego trudnego dzieciństwa i życia (alkoholizm ojca, nieudane związki – Boni był trzykrotnie żonaty). Przypomnijmy: w 1992 roku nazwisko Boniego, jako tajnego współpracownika SB, znalazło się na „liście Macierewicza”. Boni zaprzeczył, by miał z tym jakikolwiek związek. W jego obronie wystąpili m.in. Henryk Wujec, Zbigniew Janas i Zbigniew Bujak. Dopiero w 2007 roku Boni przyznał, że pod presją, szantażem, strasząc rozwodem i zatrzymaniem dziecka kobiety, z którą był wtedy związany, SB wymusiło na nim w 1985 roku współpracę.

Albo prześlizgnięcie się po aferze związanej ze spółką „Telegraf” (co zaważyło na karierze politycznej Zalewskiego), choć ze względu na bliskie relacje autora z zamieszanymi w nią osobami, mogłoby się wydawać, że dotrzemy do wielu nieznanych dotąd faktów. Niestety, nie dotrzemy.

Niedociągnięcia te można jednak wybaczyć, bo to w gruncie rzeczy opowieść nie o faktach, tylko o ludzkiej słabości. I dzieje się tak nie tylko dlatego, że losy kilku postaci są kompilacją wielu biografii solidarnościowych. To przede wszystkim opowieść o tym, jak bardzo jesteśmy nieporadni w walce z przeciwnościami losu, podatni na pokusy tego świata, ułomni w swoich dążeniach do prawdy i jak jesteśmy w tym wszystkim bardzo przecież ludzcy. Także o tym jak, żyjąc dla idei, łatwo można zgubić sens prywatnego życia.

Każdy z nas, walczących teraz o demokrację, powinien tę książkę przeczytać. Chociażby po to, byśmy po iluś latach nie powiedzieli jak bohaterowie Hugo-Badera: To nie ta Polska, o którą walczyliśmy i my nie tacy, jak trzeba. Nie udało się. Skucha.

DWŻ 

Dodaj komentarz

Możesz również polubić…